Minął już tydzień od kiedy postanowiłam, że powrócę do biegania :)
Dałam radę CAŁY TYDZIEŃ :) Jestem z siebie dumna
Zastanawiam się tylko kiedy w końcu zacznę biegać a nie truchtać w żółwim tempie na zmianę z marszem :/
Rzecz oczywista, że "nie od razu Rzym zbudowano" i że ja od razu nie stanę się biegaczem maratonów, ale to moje zniecierpliwienie wynika chyba z charakteru.
Taka już jestem, że dla mnie musi być wszystko TU - TERAZ - OD RAZU
Podobnie ma się sytuacja odnośnie spadku wagi i centymetrów: niby wiem, że nie przytyłam wczoraj to i nie schudnę jutro, i że to długi proces itd. ale jak tylko nie widzę postępów (takich do ocenienia gołym okiem) to zaraz się denerwuję i stresuję :/
![]() |
Chciałabym mieć takie podejście, ale mój wredny charakter mi na to nie pozwala :/ |
Po wczorajszym truchtaniu 10 okrążeń wokół boiska (2,25 km w 30 min) mam lekkie zakwasy na udach i nie wiem czy dam radę dzisiaj znów, ale będę się starała.
Teraz pędzę na zakupy, zatankować auto bo ostatni dzień ważności talonu z pracy, później trochę sprzątania w domu, do wyprania kilka ciuszków, obiadek dla Męża i jeszcze muszę znaleźć ze dwie godzinki na pouczenie się niemieckiego, a całkiem wieczorem godzinę na jogging :)
Intensywny dzień, ale dam radę :)
Grunt to się nie poddawać;-) w zeszłym roku po przebiegnięciu swojej pierwszej 1minuty w życiu myślałam ze mi płuca wyskoczą z piersi i przecież w życiu nie przebiegnę 5km ;-) i teraz wiem, że się myliłam ;-) i naprawdę możemy więcej ;-) wszystko przychodzi z czasem;-)
OdpowiedzUsuńJa nie lubię biegać więc wybrałam skakanie na skakance . Super sprawa :)
OdpowiedzUsuńPodziwiam tych, którzy lubią biegać ;)
Zapraszam do mnie (początkująca blogerka):
zmieniona-odchudzona.blogspot.com